W meczu z Groclinem Czesław Michniewicz desygnował do gry piłkarzy, którzy w rozgrywkach ligowych rzadko pojawiają się na boisku. Od pierwszej minuty na placu gry przebywał tylko jeden piłkarz, który ma pewne miejsce w drużynie walczącej o mistrzostwo Polski ? Vidas Alunderis.
Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego nad stadionem rozpętała się ulewa, która w znacznym stopniu zadecydowała o przebiegu boiskowych wydarzeń. Od pierwszych minut zarysowała się przewaga lubinian, którzy jednak nie potrafili jej udokumentować zdobyciem gola. Swoje okazje mieli Szymon Pawłowski oraz Dawid Banaczek, jednak żaden z nich nie potrafił oddać strzału mogącego zaskoczyć Przyrowskiego.
Golkiper gości mógł też mówić o wielkim szczęściu. W 31 minucie wyszedł na 16 metr do dośrodkowania Klofika, jednak nie zdołał złapać śliskiej piłki. Futbolówka przeleciała pomiędzy rękoma Przyrowskiego i spadła pod nogi zaskoczonego Banaczka, którego w ostatniej chwili uprzedził Lazarevski.
Goście groźniej zaatakowali po raz pierwszy dopiero w 36 minucie, jednak od razu zdobyli bramkę. Po rzucie wolnym i głębokim dośrodkowaniu, piłkę w polu bramkowym Zagłębia głową zgrał Jodłowiec. Po podaniu pomocnika gości piłka trafiła pod nogi Chinyamy, który z najbliższej odległości umieścił ją w siatce.
Pierwsze 20 minut drugiej części meczu to gra głównie w strefie środkowej boiska. Żadna z drużyn nie potrafiła sobie wypracować okazji bramkowej, przez co widowisko stało się dość nudne. Sporo ożywienia wniosła natomiast bramka Dawida Banaczka, który w 65 minucie doprowadził do wyrównania. Napastnik Zagłębia wykorzystał podanie Klofika i płaskim strzałem z 14 metrów nie dał Przyrowskiemu najmniejszych szans na skuteczną interwencję.
Radość gospodarzy z remisu nie trwała długo. Już niespełna 4 minuty później goście znów prowadzili w Lubinie. Najpierw, w 69 minucie, gola na 2:1 zdobył Chinyama a w 80 minucie na 3:1 podwyższył, wprowadzony chwilę wcześniej, Adrian Sikora. Trzecie bramka nieco uśpiła gości, którzy będąc pewnymi zwycięstwa, cofnęli się głęboko pod własną bramkę.
Taką postawę podopiecznych Macieja Skorży wykorzystali Miedziowi, który rzucili się do odrabiania strat zamykając gości w okolicach własnego pola karnego. Na efekty zmasowanych ataków Zagłębia nie trzeba było długo czekać. Już w 83 minucie na listę strzelców, po raz drugi w tym meczu, wpisał się Banaczek a cztery minuty później z rzutu karnego wyrównał Zbigniew Grzybowski.
Niewiele brakowało aby lubinianie po meczu świętowali zwycięstwo. W ostatniej akcji meczu, piłkę na połowie Groclinu otrzymał Szymon Pawłowski. Napastnik Zagłębia widząc Przyrowskiego wychodzącego z własnej bramki, starał się zaskoczyć golkipera gości strzałem z blisko 30 metrów. Na szczęście dla gości bramkarz zdołał sięgnąć piłki i ją trącić. Ta odbita przez niego wylądowała na poprzeczce i wyszła w pole a chwilę później arbiter zakończył spotkanie.